01. ‘Usuń to zdjęcie!’
Cóż… I jest pierwszy odcinek! Normalnie, aż sama się zdziwiłam, że tak szybko go napisałam. Co prawda nie jest jakoś porażająco ciekawy, ale jakoś trzeba zacząć, prawda?
Nie przedłużam i zapraszam do czytania :)
***
Obudził ją dźwięk budzika, zresztą, jak co dzień. Arisu leniwie otworzyła swoje powieki i podniosła się do pozycji siedzącej. Przeciągnęła się jak kotka, wstała z łóżka i wolnym krokiem poszła do łazienki, żeby się ogarnąć, bo w końcu w pracy trzeba jakoś wyglądać. Na szczęście miała jeszcze dużo czasu, bo była godzina szósta, a do pracy miała na dziewiątą. Niektórych może dziwić, że dziewczyna wstaje tak wcześnie, ale ona już się do tego przyzwyczaiła. Zresztą za nim panna Livesey doprowadzi się do stanu używalności, to mija naprawdę sporo czasu.
Po upływie jakieś godziny szatynka, już ubrana, wyszła z łazienki i ponownie znalazła się w sypialni. Usiadła przy toaletce i zaczęła rozczesywać swoje włosy, przy czym intensywnie patrzyła na swoje odbicie w lustrze, strojąc przy tym głupie miny.
Oj tak, Arisu, ty to chyba nigdy nie dorośniesz. Ehh… Powinnam poszukać jakieś sensownej pracy, bo bycie kelnerką mnie wykończy. Tylko, że jakoś żadna gazeta nie poszukuje dziennikarki… W ogóle na co ja liczyłam przylatując do Tokio? Eee… Nic mi nie wychodzi, jak zawsze…
Młoda kobieta zrobiła sobie delikatny makijaż, po czym poszła do kuchni. Ostrożnie otworzyła lodówkę i jakoś jej nie zdziwiło, że jedyne, co się w niej znajduje to światło i stojący samotnie jogurt, który chwyciła do ręki i wróciła z nim do sypialni.
Powinnam zrobić jakieś zakupy. Hmm… A może po prostu przejdę na dietę? Nieee… Figurę mam ładną, więc nie ma się co głodzić.
Jej rozmyślenia przerwał dźwięk komórki. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu telefonu, który spokojnie leżał na szafce nocnej. Arisu chwyciła go do ręki, po czym spojrzała na wyświetlacz, na którym widniał napis: Toshi dzwoni.
Szatynka uśmiechnęła się pod nosem i odebrała.
# Słucham.
# Witaj Piękna! – usłyszała znajomy męski głos.
# Hmm… Czym sobie zasłużyłam na twój poranny telefon? – zapytała ze śmiechem.
# Powiedzmy, że się stęskniłem.
# A to ciekawe.
# Też tak sądzę. I aż tak się stęskniłem, że przyjechałem po ciebie, więc wychodź szybko, to zabiorę cię na jakieś śniadanie, bo znając życie nic nie jadałaś, a potem jeszcze do pracy cię podwiozę.
# No i co ja bym bez ciebie zrobiła?
# Nie mam pojęcia. Czekam! – zaśmiał się i rozłączył.
Młoda kobieta chwyciła swoją torebkę, wrzuciła do niej komórkę, po czym szybko założyła płaszcz oraz buty i wyszła z mieszkania, dokładnie zamykając drzwi.
Szybko wsiadła do windy i już miała nacisnąć guzik, gdy obok niej pojawił się ‘ukochany’ sąsiad.
- Jakie cudowne spotkanie z samego rana – uśmiechnął się Shiro.
- Tak cudowne, że aż mi się na wymioty zbiera – wycedziła przez zęby Livesey.
- Czyżbyś wstała lewą nogą?
- Czyżbyś nie miał mózgu?
- Złość piękności szkodzi.
- A patrzenie na ciebie oślepia.
- Może na poprawienie humor, dasz się zaprosić na kolację?
- A może się ode mnie odczepisz? – uśmiechnęła się sztucznie i wysiadła windy.
Niestety brunet chyba nie był zbyt domyślny, bo ciągle szedł za nią i marudził. Na szczęście przed wejściem do budynku czekał Toshi, opierając się o swój motocykl.
- Cześć – uśmiechnęła się Arisu i pocałowała go w policzek.
- No hej! A ten za tobą, to czego chce? – zapytał Mimura.
- Chciał mnie zaprosić na kolację.
- Tak? – odparł Toshi, wyprostował się i spojrzała Kazamę.
- Nie, nie – wymamrotał Shiro, odwrócił się i ruszył przed siebie.
- Ten koleś, to kompletny debil.
- Mi to mówisz – westchnęła Livesey.
- Zresztą, to jest nieistotne. Czy już mówiłem, że się strasznie stęskniłem? – uśmiechnął się brunet, po czym złapał ją za rękę, przyciągną do siebie i namiętnie pocałował.
- Mówiłeś, mówiłeś – uśmiechnęła się dziewczyna, gdy się do siebie oderwali.
- To dobrze, a teraz wskakuj – powiedział mężczyzna i podał jej kask.
>*<
Obudził go irytujący dźwięk budzika. Jednak on nie miał najmniejszego zamiaru wstawać. Nawet nie otworzył oczu, tylko wyciągnął rękę z pod kołdry, po omacku znalazł budzik, po czym go wyłączył, a właściwie zwalił na podłogę. Jednak najważniejsze było, to, że cel został osiągnięty.
Minęła jakaś godzina od momentu, gdy nieszczęsny budzik wylądował na podłodze, a Naoki nadal delektował się błogim stanem drzemki. Pewnie nadal by to robił, gdyby nie dzwonienie jego komórki.
Szatyn leniwie zwlekł się z łóżka i drapiąc się po tyłku, podszedł do biurka i wziął do ręki telefon. Nie patrząc nawet kto dzwoni, odebrał.
# Słucham.
# Kawahara! Znów jesteś spóźniony! – usłyszał głos zdenerwowanej kobiety.
# Przecież dzisiaj jest sobota – odparł szatyn.
# I co z tego?!
# Spokojnie szefowo, ja tylko mówię. Zaraz będę.
# Mam taką nadzieję, bo muszę z tobą poważnie porozmawiać.
# Dobrze, dobrze. Za półgodziny będę – powiedział i rozłączył się, żeby już nie wysłuchiwać kazań pani redaktor.
Nawet się człowiekowi wyspać nie dadzą. Przecież się nie pali. Ehh… Rika nie ma serca… Cóż, trzeba będzie się pokazać w redakcji. Ale najpierw trzeba coś zjeść!
Naoki poszedł do kuchni, po czym szybkim ruchem ręki otworzył lodówkę, która niestety świeciła pustkami.
Kurde! Znów zapomniałem zrobić zakupów! Trudno… Zjem coś na mieści.
Chłopak poszedł do łazienki i już po piętnastu minutach był gotowy do wyjścia. Jednak, że nie chciało mu się tłuc taksówką, to zajrzał do swojego kumpla, który jednocześnie był jego sąsiadem.
- A ty co tak z samego rana mnie odwiedzasz? – zapytał Hikaru, wpuszczając kumpla do mieszkania.
- No wiesz. Mógłbyś chociaż udać, że się cieszysz na widok swojego najlepszego przyjaciela – odparł z udawanym oburzeniem Naoki.
- Oj tak! Może jeszcze ci się na szyję rzuca i wyznam miłość? – zaśmiał się Matsuhige.
- Obejdzie się. Ja zdecydowanie wolę kobiety.
- Ja też!
- Tylko, że one nie lubią ciebie – zaśmiał się Kawahara.
- Chyba ciebie.
- Dobra, nieważne. Przyszedłem, bo, chcę żebyś mnie podwiózł do redakcji.
- No tak, jak zwykle w łaskę przychodzisz.
- Nie marudź. Tylko rusz te swoje cztery litery i chodź.
- No już.
Gdy wyszli z mieszkania bruneta, to napatoczyli się na swoją sąsiadkę.
- Cześć przystojniaku! – uśmiechnęła się Keiko, patrząc na Naokiego.
- Cześć maleńka – zaśmiał się drwiąco szatyn, a pod dziewczyną mało się kolana nie ugięły.
- Może wpadniesz dzisiaj do mnie? – zapytała, trzepocząc przy tym rzęsami.
- Ani dzisiaj, ani jutro. Właściwie, to nigdy – odparł i wraz z brunetem wyszedł z budynku.
- Ale się ciebie uczepiła – stwierdził Hikaru, gdy wsiadali do samochodu.
- Daj spokój! Nie lubię takich słodkich idiotek.
Brunet tylko się zaśmiał i ruszył, a po piętnastu minutach byli już na miejscu.
- Dzięki – powiedział szatyn, wychodząc z samochodu.
Po chwili Naoki już podążał do gabinetu pani redaktor naczelnej.
Hmm… W sumie, to ciekawe o czym ona chcę gadać?
- Jestem, szefowo! – uśmiechnął się łobuzersko Kawahara i rozsiadł się wygodnie na fotelu.
- No w końcu! Kiedy ty się przestaniesz spóźniać? – niemal krzyknęła kobieta.
- Przecież dzisiaj sobota – odparł spokojnie, na co Rika spiorunowała go wzrokiem – To był już ostatni raz…
- Jasne – zaśmiała się Totsuka, po czym kontynuowała – Mniejsza o to. Mam dla ciebie dwie wiadomości. Po pierwsze Eri od nas odeszła i będę musiała znaleźć kogoś na jej miejsce, żebyś znów miał partnerkę. Po drugie, co wynika z tego pierwszego, to masz na razie wolne kilka dni.
- Super! Nie mogłaś mi tego przez telefon powiedzieć?
- Nie mogłam. Zresztą korona Ci z głowy nie spadała, gdy tu przyjechałeś.
- Dobra, to ja spadam, bo widzę, że coś nie w humorze jesteś. Jak już kogoś znajdziesz to daj znać. Na razie! – odparł Naoki i wyszedł.
>*<
Arisu skończyła na dzisiaj pracę w kawiarni, więc miała trzy godziny dla siebie, bo później musiała jechać do pracy w klubie.
Hmm… To może w końcu zrobię te zakupy.
Szatynka wsiadła do taksówki, a po dwudziestu minutach była już na miejscu. Właśnie miała wejść do sklepu, gdy ktoś zrobił jej zdjęcie…
Dziewczyna spojrzała na chłopaka, który stał dwa kroki od niej, a w ręku trzymał aparat.
Co to za debil?! I co on sobie w ogóle wyobraża?!
>*<
Naoki w końcu postanowił zrobić zakupy. Właśnie zbliżał się do wejścia do sklepu, gdy naprzeciwko siebie zobaczył śliczną szatynkę. Nie mógł się powstrzymać i zrobił jej zdjęcie, z czego najwyraźniej dziewczyna nie była zadowolona, bo spiorunowała go spojrzeniem…
- Czy ty mi właśnie zrobiłeś zdjęcie? – wycedziła przez zęby Arisu.
- No tak – uśmiechnął się Kawahara.
- Co ty sobie wyobrażasz?! – niemal krzyknęła dziewczyna.
- Spokojnie! To tylko jedno zdjęcie. Ja po prostu fotografuje, to, co zasługuje na moją uwagę – powiedział i puścił do niej oczko.
- Nie obchodzi mnie to! Masz natychmiast usunąć te zdjęcie! Nie pomyślałeś, że może ktoś sobie tego nie życzy?!
- Sorry, ale to chyba powinien być dla ciebie komplement.
- Chyba żartujesz?! Niby co ma być komplementem?! To, że jakiś koleś mnie fotografuje?! Chyba masz za wysokie mniemanie o sobie.
- A ty chyba jesteś zbyt przewrażliwiona na swoim punkcie! Zawsze tak naskakujesz na niewinnych ludzi?
- Nie twoja sprawa! Masz natychmiast usunąć te zdjęcie!
- A jak tego nie zrobię, to co mi zrobisz?
- Daj mi ten aparat! – Arisu zirytowała się już na dobre.
- No teraz, to chyba ty żartujesz! Skąd mam pewność, że mi go nie ukradniesz?
- Usuń te zdjęcie do cholery!
- Nie – uśmiechnął się łobuzersko Naoki.
Panna Livesey już dłużej nie wytrzymała i chciała mu zabrać aparat, ale niestety wystarczyło, że szatyn uniósł rękę z tym sprzętem do góry, a dziewczyna stała się bezsilna. Jednak nie chciała dać za wygraną, co najwyraźniej bardzo rozbawiło szatyna.
W sumie, ta dziewczyna słodko wygląda, gdy jest zdenerwowana.
No co za idiota! Zaraz zobaczymy, czy to go też rozbawi…
Arisu wymierzyła kolanem cios prosto w krocze chłopaka, który z bólu zgiął się w pół. Natomiast dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, zabrała mu aparat i usunęła zdjęcie.
- Dzięki – odparła z ironicznym uśmiechem i oddała aparat Naokiemu.
- Czy ty jesteś normalna? – wydusił z siebie Kawahara.
- W przeciwieństwie do ciebie, tak – odpowiedziała i weszła do sklepu.
- To bolało – krzyknął za nią szatyn.
- Miało boleć – powiedziała i zniknęła mu z pola widzenia.
Phi… ’Bo miało’ – też mi coś… Co ona sobie w ogóle wyobraża?! Idiotka! Choć z drugiej strony, to bardzo ładna idiotka. I usunęła takie ładne zdjęcie… Ehh…
Listopad 13, 2009 @ 2:54 pm
No to ładnie go Arisu załatwiła. Będzie miał nauczkę na przyszłość, że obcym dziewczynom zdjęć się nie robi, choćby niewiadomo jak były ładne. ^^
No to nie powiem, obydwoje nie mogą narzekać na brak zainteresowania. Z jednej storny słodka idiotka, z drugi namolny idiota. Oni powinni być razem, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. No i zarówno Arisu, jak i Naoki, powinni przede wszystkim kupić coś do jedzenia. xd
Aż normalnie mu zazdroszczę… Fajnie tak pracować… Heh…
No cóż, to mi pozostaje czekać na następny odcinek. Bo jestem ciekawa, co będzie dalej z nimi, czy się jakoś pogodzą czy dalej będą się kłócić? No i kim będzie nowy(a) towarzysz(ka) Naokiego w pracy. ^^
Pozdrawiam ;*
Kwiecień 26, 2010 @ 5:18 pm
Miałam nie komentować. Przyznaję się, nie chciało mi się. Ale taki dobry temat na opko marnuje się… Nie mogę na to patrzeć spokojnie! Nie wiem, czy jeszcze tu zaglądasz, czy w ogóle pamiętasz o tym blogu. Ale błagam, napisz coś nowego!